dane tablicoweanalizy źródeł i literaturybiskup krakowski Stanisław ze Szczepanowa

biskup krakowski Stanisław ze Szczepanowa

zdrajca?
źródłownioski
Kronika polska Galla Anonima (I poł. XII w.)
Jak zaś doszło do wypędzenia króla Bolesława z Polski, długo byłoby o tym mówić; tyle wszakże można powiedzieć, że sam będąc pomazańcem [Bożym] nie powinien był [drugiego] pomazańca za żaden grzech karać cieleśnie. Wiele mu to bowiem zaszkodziło, gdy przeciw grzechowi grzech zastosował i za zdradę wydał biskupa na obcięcie członków. My zaś ani nie usprawiedliwiamy biskupa-zdrajcy, ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swych praw - lecz pozostawmy te sprawy, a opowiedzmy, jak przyjęto go na Węgrzech.
  • Kronikarz nie podaje żadnych informacji o biskupie: nie wiadomo jak miał na imię, nie wiadomo też jaką stolicę zajmował.
  • Skazanie biskupa nie było jedyną przyczyną wygnania króla Bolesława, lecz wiele mu to zaszkodziło. Prawdopodobnie stało się przyczyną albo katalizatorem wystąpień wewnętrznej opozycji.
  • Z zapiski powyższej nie można również wyprowadzić wniosku, iż ukarany biskup zmarł - został wprawdzie okaleczony, lecz kronikarz nie opisuje jego dalszych losów.
  • Gallus (osoba duchowna!) dość niechętnie odnosi się do biskupa: nie chce usprawiedliwiać jego czynów, nazywając je zdradą i grzechem. Skoro ten fragment kroniki powstał ok. 1114/1115 roku, można przyjąć, iż w I połowie XII wieku, przynajmniej w kręgu dworskim (skąd pochodzili informatorzy kronikarza), nie ma jeszcze śladów rodzącego się kultu biskupa.
  • Wyprowadzona przez niektórych badaczy teoria o spisku mającym na celu obalenie Bolesława z udziałem czynników zewnętrznych (Cesarstwo, Czechy, Ruś) wydaje się trudna do udowodnienia. Oczywiste jest, iż problemy silnego państwa w regionie zazwyczaj bywają korzystne dla jego sąsiadów. Dlatego też patrzenie przez pryzmat "zysków" niektórych państw czy osób po wygnaniu króla może doprowadzić do mylących wniosków. Jeżeli następcą wygnanego króla został jego brat, Władysław Herman, to logiczne wydaje się oskarżenie go o przewodzenie opozycji. Nie ma jednak pewności czy Władysław brał jakikolwiek udział w wygnaniu Bolesława, czy jego sukcesja była tylko prostą pochodną stanu bezkrólewia w kraju. Jedyną poszlaką może być dalszy opis wydarzeń, zanotowany w kronice Galla:

    Cum audisset Wladislaus Bolezlauum advenire
    partim gaudet ex amico, partim restat locus ire
    partim ex recepto quidem fratre gaudet et amico
    sed deferre Wladislauo facto dolet inimico.


    Tłumaczenie trzech pierwszych wersów nie napotyka większych trudności:
    Skoro Władysław [król węgierski - przyp. wł.] usłyszał, że Bolesław przybywa,
    z jednej strony cieszy się z przybycia przyjaciela, z drugiej jednak ma powód do gniewu;
    cieszy się wprawdzie z
    [możności] przyjęcia brata i przyjaciela,

    Ostatni wers był (i jest) przedmiotem sporów historyków i w obiegu funkcjonuje kilka różnych przekładów:
    • ale chowa w sercu gniew, bo trudno mu wybaczyć Władysławowi [Hermanowi], że stał się [mu] wrogiem - Tadeusz Wojciechowski
    • lecz boleje nad tym, że brat [jego] Władysław [Herman] stał się [dlań] wrogiem - Roman Grodecki, Marian Plezia
    • lecz boleje, że Władysławowi oddano cześć nieprzyjaznym gestem - Brygida Kürbis
    • lecz ubolewa, że [Bolesław] oddaje Władysławowi cześć postępkiem/czynem nieprzyjacielskim - Gerard Labuda
    Jak można zauważyć, różnica w tych przekładach sprowadza się do zasadniczej kwestii, który z Władysławów został wspomniany przez kronikarza w ostatnim wersie. Zwolennicy tezy o Władysławie Hermanie zwracają uwagę także na wieloznaczne słowo deferre, które być może zostało błędnie przepisane przez późniejszego kopistę z oryginalnego de fratre (albo de fre). Krytycy tego stanowiska wskazują, iż najstarsze znane egzemplarze kroniki zawierają wyraz deferre i ich modyfikacja dla osiągnięcia z góry zamierzonego efektu nie znajduje uzasadnienia. Wątpliwości budzi również "wprowadzenie" przez Galla kolejnej postaci w tym rozdziale (28) kroniki bez krótkiej jej prezentacji. Bez żadnych wątpliwości, pojawia się natomiast w rozdziale następnym (29) i zostaje krótko scharakteryzowany jako książę i stryj Mieszka Bolesławowica. Co więcej, w przywołanym już rozdziale 28 kronikarz opisuje dość dokładnie nieuprzejme i wyniosłe potraktowanie króla węgierskiego przez piastowskiego uciekiniera. Wzmacnia to dodatkowo stanowisko Brygidy Kürbis i Gerarda Labudy, a także zaproponowane przez tych badaczy propozycje przekładu spornego tekstu.
    Próby przyjęcia na podstawie ww. tekstu kroniki, iż Władysław Herman stał się wrogiem dla króla Węgier (co oznacza automatycznie, iż był też wrogiem dla Bolesława Szczodrego) nie znajdują uzasadnienia. Rolę Władysława Hermana w tych wydarzeniach należy uznać za nieznaną. Zupełnie też nie można określić roli biskupa krakowskiego. Może był jednym z opozycjonistów, a może za inny czyn - uznany jednak za "zdradę" - poniósł karę.
  • Król szpetnie dochodził swych praw. Czyn Bolesława był nieprzemyślany i nadmiernie okrutny, ale usprawiedliwiony z prawnego punktu widzenia. Można zaryzykować twierdzenie, iż powodem wygnania Bolesława nie były jego działania o charakterze bezprawnym, lecz właśnie chęć ograniczenia tak szerokich prerogatyw, pozwalających na dowolne karanie poddanych, bez względu na ich stan i pochodzenie.
Aby ustalić znaczenie słowa "zdrada", "zdrajca", "zdradziecko" (łac. traditio, traditor, per traditionem) dla kronikarza, należy odnaleźć te słowa w pozostałych miejscach kroniki i ustalić jakich okoliczności dotyczą:

  1. [I, 17]... Opowiadają też, że Czesi schwytali [Mieszka II] zdradziecko na wiecu i rzemieniami skrępowali mu genitalia tak, że nie mógł już płodzić [potomstwa], za to, że król Bolesław, jego ojciec, podobną im wyrządził krzywdę, oślepiwszy ich księcia, a swego wuja.
    per traditionem = podstępnie
  2. [I, 18]... Po śmierci więc Mieszka, który niedługo przeżył króla Bolesława, pozostał jako mały chłopaczek Kazimierz, z matką z cesarskiego rodu. Ale choć wychowywała ona syna w sposób odpowiadający jego godności i rządziła królestwem dbając o jego sławę, o ile to było możliwe dla kobiety, zdrajcy przez zawiść wypędzili ją z królestwa, zachowując jej syna na tronie dla oszukańczego pozoru.
    traditores = osoby, które nie dochowują wierności panu feudalnemu, buntownicy
  3. [II, 6]... Zdarzyło się mianowicie owej nocy, że do pewnego grodu polskiego jacyś zdrajcy owego grodu wciągnęli na sznurach do góry Pomorzan, a ci wpuszczeni [w ten sposób] oczekiwali na wałach [świtu] dnia następnego na zgubę załogi grodu.
    traditores = osoby, które nie dochowują wierności panu feudalnemu
  4. [II, 16]... Chłopiec zaś, nie podejrzewając podstępu w nakazach ojcowskich, wyruszył wraz ze swymi przybocznymi towarzyszami na wyznaczone miejsce szybko i bez wahania; lecz komes Wojsław, którego opiece był oddany, nie wybrał się z nim razem. Wobec tego [owi przyboczni] szeptali jeden do drugiego nawzajem, upatrując w tym [widomy] znak zdrady [...]
    Podczas tych oświadczeń, które wrocławianie stwierdzali przysięgami, nadjechał komes Wojsław, piastun małego Bolesława, aby pełnić swe obowiązki - nic nie wiedząc o tym, co zaszło. Padło nań jednak podejrzenie o zdradę ze względu na pokrewieństwo z Sieciechem i wzbroniono mu wstępu do miasta oraz zawiadywania sprawami chłopca.
    traditio, proditio = niedochowanie wierności panu feudalnemu
  5. [II, 29]... Gdy tak wielkimi trudami i drogą zmęczone rycerstwo pokrzepiło się już nieco udzielonym wypoczynkiem, znowuż Bolesław zwołał swe oddziały i na nowo wyzwał Pomorzan do walki. Powód zaś do tej wyprawy dał Świętobor, jego krewniak, którego ród nigdy panom polskim nie dochował wierności. Ten to bowiem Świętobor był więziony na Pomorzu i przez pewnych zdrajców z państwa swego wyzuty.
    traditores = osoby, które nie dochowują wierności panu feudalnemu
  6. [II, 36]... Tymczasem zwiastowano mu właśnie, że gród Koźle na pograniczu czeskim spłonął, sam przez się jednak, a nie z ręki wrogów. On jednak sądząc, że ktoś podstępnie [zdradliwie (w oryg. per traditionem) - przyp. wł.] to uczynił, i obawiając się, że Czesi pospieszą gród obwarować, natychmiast pognał tam z bardzo nielicznym pocztem i własnymi rękami robotę rozpoczął na miejscu.
    per traditionem = podstępnie
  7. [II, 37]... Tymczasem zaś przyniesiono przychwycone wraz z posłańcami listy Zbigniewa, z których okazały się liczne zdrady i knowania. Przeczytawszy je zdumiał się każdy rozumny człowiek, a cały lud biadał nad niebezpieczeństwem.
    traditiones = podstępy, działania podstępne
  8. [II, 44]... Gdy zaś poganie i ich władca posłyszeli, jak łatwo uległa hardość czarnkowian, sam książę pierwszy ze wszystkich uznał się poddanym Bolesława, lecz żaden z nich dwóch nie dochował wierności przez czas dłuższy. Albowiem później ów ochrzczony, duchowy syn Bolesława, wielorakie popełniał zdrady, godne kary śmierci.
    traditiones = podstępy, występki, grzechy
  9. [II, 46]... Bolesław także, dochowując wiary, po bitwie stoczonej w środku lasów zwycięsko trzymał w szachu Czechy, gdzie paląc przez trzy dni i noce zniszczył trzy kasztelanie i jedno przedmieście, po czym szybko cofnął się ze względu na Pomorzan, którzy zdradą zajmowali jego grody.
    per traditionem = podstępem
  10. [II, 47] Już pod jego nieobecność Pomorzanie obiegli gród Bolesława Ujście, a Polacy wydali go Pomorzanom za zdradzieckim podszeptem Gniewomira. Był to zaś ów Gniewomir z grodu Czarnkowa, zdobytego przez Bolesława, którego sam on podniósł ze zdroju chrztu św. i gdy innych wybito, jego zachował przy życiu i w tymże grodzie osadził jako pana. Ten zaś niewierny, wiarołomny, niepomny dobrodziejstwa, przewrotnie doradził grodzianom wydać gród, kłamiąc, że Bolesław został pobity przez Czechów i już wydany Niemcom.
    per traditionem = podstępnym, oszukańczym
  11. [II, 48]... Na koniec przecie Pomorzanie znękani ciągłymi trudami i czuwaniem, doszedłszy do przekonania, że nie mogą oprzeć się takim siłom, spuścili nieco z pierwotnej pysznej wyniosłości i poddali siebie oraz gród, otrzymawszy w zakład [bezpieczeństwa] rękawicę Bolesława. Atoli Polacy, pomni na tyle trudów, tyle śmierci, tyle srogich zim, tyle zdrad i zasadzek, wszystkich pozabijali, nikogo nie szczędząc ani nie słuchając nawet samego Bolesława, który tego zakazywał.
    traditiones = podstępy, działania podstępne
  12. [III, 20]... Lecz że wierność czeska jak koło się toczy, więc jak przedtem wypędzając Borzywoja zwiedli go zdradziecko, tak [teraz] nie mniej zdradziecko go przyjęli, aby go znów zwieść.
    traditorie = podstępnie
  13. [III, 21]... A najmłodszy brat Borzywoja, o którym wspomniałem, błagając Bolesława nie dawał mu brać łupów, wzniecać pożarów i niszczyć kraju, bo z dziecięcą naiwnością wierzył, [ufając] słowom zdrajców, że może pozyskać królestwo bez wojny i bez zwycięstw.
    traditores - ludzie niegodni wiary, oszuści
  14. [III, 23]... Oto już jutrzenka się ukazuje, wkrótce zajaśnieje ów dzień przesławny, który ukaże [w pełni] zdradę i wiarołomstwo Czechów, a zuchwałość i butę ich złamie, [dzień], który pomści krzywdy nasze i przodków naszych. [...]
    Do takiego to upadku i sromoty doprowadzony został intrygami zdrajców wojenny lud czeski, że stopą polską podeptany stracił prawie wszystkich co zacniejszych i szlachetniejszych rycerzy.
    traditio = podstęp, działanie podstępne
    traditores = osoby podstępne, wiarołomne
  15. [III, 26] Otóż gród Nakło, gdzie stoczoną została, jak już wyżej wzmiankowano, owa wielka bitwa i skąd wciąż brały początek szkody i nieustanne kłopoty dla Polaków, Bolesław oddał wówczas w posiadanie wraz z kilku innymi gródkami pewnemu Pomorzaninowi, spokrewnionemu ze sobą, imieniem Świętopełk, pod warunkiem [dochowania mu] wierności, polegającym na tym, że nigdy nie miał odmówić mu swych służb ani [wzbronić wejścia do] grodów pod jakimkolwiek pozorem. Ale później [Świętopełk] nigdy nie dochował zaprzysiężonej mu wierności, nie wywiązał się z przyrzeczonych służb ani [bram] grodów nie otwierał przybywającym [Polakom], lecz przeciwnie, jak wiarołomny wróg i zdrajca siłą oręża osłaniał siebie i swoją własność.
    traditor = osoba, które nie dochowuje wierności panu feudalnemu, buntownik

Jak wynika z powyższego wykazu, kronikarz używa wyrażeń "zdrajca" i "zdrada" nieprecyzyjnie, tzn. nie jest to jeden typ zachowania, lecz słowa te opisują szereg sytuacji - zawsze jednak ocenianych negatywnie - od takich, które zgadzają się z dzisiejszym pojęciem zdrady stanu, aż po sprawy o znacznie mniejszym "ciężarze" politycznym.

Tadeusz Wojciechowski w swojej pracy Szkice historyczne XI wieku opublikowanej w roku 1904 wysunął tezę, iż Stanisław reprezentował frakcję polityczną przychylną Cesarstwu i Czechom. Jego spisek został odkryty przez króla i spotkała go za to surowa kara. Pogląd ten należy obecnie odrzucić jako oparty w znacznym stopniu na pozaźródłowych domysłach. Jak wynika z powyższej analizy kroniki Galla, pojęcie "zdrady" w znaczeniu zdrady stanu (sprzyjanie wrogom zewnętrznym) pojawia się tylko raz (ad. 3). W przypadku biskupa najbardziej zasadne byłoby przyjęcie znaczenia "zdrady" jako "niedochowanie wierności panu feudalnemu". Nie wiadomo, niestety, jaka była przewina biskupa w tym przypadku. Mogła to być odmowa wykonania jakiegoś polecenia, krytyka decyzji króla albo nałożenie (bądź groźba nałożenia) kary kościelnej. Kronikarz zarówno postępowania biskupa, jak i króla ocenia negatywnie. Prawdopodobnie przewina Stanisława nie była na tyle znaczna, by karać ją aż tak srogo.
Król wydał biskupa na obcięcie członków (cum [...] truncationi membrorum adhibuit). Truncatio membrorum była karą polegającą na obcięciu skazanemu członków (jednego albo kilku): nóg, rąk, uszów, nosa, języka, oczu, genitaliów albo palców. Ukarany - jeżeli nie zmarł podczas wykonania tej brutalnej kary - mógł żyć dalej, co potwierdza przypadek Bolesława III Rudego.
Jak podał niemiecki kronikarz Thietmar z Merseburga w swej kronice (I poł. XI wieku), w roku 1003 Bolesław Chrobry nakazał oślepienie swojego kuzyna, księcia czeskiego Bolesława Rudego. Powodem tego miała być niezwykle okrutna polityka Przemyślidy. Wiadomo też z Kroniki Czechów Kosmasa z Pragi, iż w roku 1037 miał umrzeć książę Bolesław, którego Mieszko [raczej Bolesław Chrobry - przyp. wł.] pozbawił był wzroku. Żył więc zatem książę jeszcze przez 34 lata jako ślepiec...
W samej kronice Galla pojawia się również jeszcze jedno odniesienie do kary truncatio membrorum, przy opisie działań wojennych pomiędzy Władysławem Hermanem z jego synem Zbigniewem (w roku 1096):

Zbigniew tedy, ocaliwszy się wraz z nieliczną garstką ucieczką do grodu, nie był pewien, czy życie straci, czy któryś z członków. Atoli ojciec, nie szukając pomsty za młodzieńczą głupotę, by w rozpaczy nie przystał do pogan lub obcych ludów, skąd większe [jeszcze] mogłoby grozić niebezpieczeństwo - udzielił mu żądanej gwarancji nietykalności życia i członków, zabrał go [jednak] ze sobą na Mazowsze i tam go przez czas pewien trzymał w więzieniu w grodzie Sieciecha.

Zapis powyższy wskazuje, iż kary te różniły się od siebie zasadniczo. Truncatio membrorum, wbrew tezom głoszonym przez niektórych badaczy, nie była to kwalifikowana kara śmierci, chociaż przy pewnych okolicznościach (np. zbyt brutalny sposób jej wykonania) mogła prowadzić do śmierci ukaranego.
Nic nie wiadomo natomiast na temat zastosowania owej kary tylko dla najcięższych przestępstw. Część badaczy wskazuje bowiem, iż sam fakt wydania takiej kary na biskupa przesądza o jego największej przewinie. W II połowie wieku XI wieku na ziemiach polskich nie istniał jednak system kar związanych z poszczególnym przestępstwem. Nie sposób zatem mówić o karze dla zdrajców, gdyż karę truncatio membrorum stosowano powszechnie wobec pospolitych przestępców.
Roczniki, czyli kroniki sławnego Królestwa Polskiego Jana Długosza (II poł. XV w.) - epitafium
Tumba Stanislai cineres tegis ista beati,
Regis Boleslai quia non favit impietati,
Martirio meritas celi migaravit ad edes.
Felix, cui deitas merces, cui sidera sedes.
Grób ten kryje prochy błogosławionego Stanisława,
który, że bezbożności króla Bolesława nie chciał folgować,
męczeńską śmiercią przeniósł się do przybytku niebios.
Szczęśliwy, komu Bóg nagrodą, a mieszkaniem niebo.
Pomimo, iż epigram ten przytoczony został w dość późnym źródle, czas jego powstania należy datować na okres pomiędzy połową wieku XII (przeniesienie szczątek biskupa do romańskiej katedry wawelskiej) i rok 1252, kiedy to papież Innocenty IV w swej bulli wzmiankuje o nagrobku (epitafium) Stanisława.
Starsze opracowania historyczne przypisywały autorstwo epitafium Wincentemu Kadłubkowi, bowiem ocena czynu biskupa i króla jest zgodna z relacją zawartą w jego kronice. Jak udowodnił jednak prof. Marian Plezia, wiersz ten nie mógł pochodzić od Kadłubka, gdyż został napisany w obcym mu układzie stylistycznym.
Przedmiotowe epitafium może być prostą pochodną kroniki Kadłubka, jednak bardziej prawdopodobna jest jego odrębność i starszeństwo (czego dowodem może być brak informacji o cudach i innych wydarzeniach nadprzyrodzonych, chętnie opisywanych w kronice Kadłubka). Wskazywałoby to na istnienie w kręgu duchowieństwa krakowskiego przychylnej Stanisławowi tradycji być może już w połowie XII wieku, czyli nieznacznie tylko później niż powstała kronika Galla. Niezależnie jednak od genezy napisu, należy wskazać, iż utrzymująca się opinia duchowieństwa krakowskiego o sporze biskupa z królem była odmienna od wersji przedstawionej przez Galla. To bezbożne, grzeszne zachowanie Bolesława i nieprzejednane stanowisko krakowskiego arcypasterza sprowadziło na tego drugiego śmierć. Była to śmierć męczeńska, która otworzyła mu bramy niebios. Miał więc biskup być zamordowany w obronie wiary chrześcijańskiej.
Kronika Polski Wincentego Kadłubka (XII/XIII w.) - konflikt
A [król] z takim zapamiętaniem prowadził wojnę, iż rzadko przebywał w zamku, ciągle w obozie, rzadko w ojczyźnie, wciąż wśród nieprzyjaciół. Ten stan rzeczy, ile przyniósł państwu korzyści, tyle sprowadził niebezpieczeństw, ile dawał sposobności do uczciwej zaprawy, tyle zrodził wstrętnej pychy. Gdy bowiem król bardzo długo przebywał to w krajach ruskich, to prawie że poza siedzibami Partów, słudzy nakłaniają żony i córki panów do ulegania swoim chuciom: jedne znużone wyczekiwaniem mężów, inne doprowadzone do rozpaczy, niektóre przemocą dają się porwać w objęcia czeladzi. Ta zajmuje domostwa panów, umacnia obwałowania, nie tylko wzbrania panom powrotu, lecz zgoła wojnę wydaje powracającym. Za to osobliwe zuchwalstwo panowie wydali z trudem poskromionych na osobliwe męki. Również i niewiasty, które własnowolnie uległy sługom, poniosły z rozkazania zasłużone kary, gdyż poważyły się na okropny i niesłychany występek, którego nie da się porównać z żadną zbrodnią. [...]
Bolesław bowiem poniechawszy umiłowania prawości, wojnę prowadzoną z nieprzyjaciółmi zwrócił przeciwko swoim. Zmyśla, że oni nie mszczą na ludzie swoich krzywd, lecz w osobie króla na królewski nastają majestat. Albowiem, czymże król będzie, gdy lud się oddali? Mówi, że nie podobają mu się żonaci, gdyż więcej obchodzi ich sprawa niewiast niż względem władcy uległość. Żali się, iż nie tyle opuścili go oni wśród wrogów, ile dobrowolnie na pastwę wrogów wydali. Domaga się przeto głowy dostojników, a tych, których otwarcie dosięgnąć nie może, dosięga podstępnie. Nawet niewiasty, którym mężowie przebaczyli, z tak wielką prześladował potwornością, że nie wzdragał się od przystawiana do ich piersi szczeniąt, po odtrąceniu niemowląt, nad którymi nawet wróg się ulitował! Bo dołożył do tego, iż tępić a nie chronić należy gorszący nierząd.
A gdy prześwięty biskup krakowski Stanisław nie mógł odwieźć go od tego okrucieństwa, najpierw grozi mu zagładą królestwa, wreszcie wyciąga ku niemu miecz klątwy. Atoli on, jak był zwrócony w stronę nieprawości, w dziksze popada szaleństwo, bo pogięte drzewa łatwiej złamać można niż naprostować. Rozkazuje więc przy ołtarzu, pośród infuł, nie okazując uszanowania ani dla stanu, ani dla miejsca, ani dla chwili - porwać biskupa! Ilekroć okrutni służalcy próbują rzucić się na niego, tylekroć skruszeni, tylekroć na ziemię powaleni łagodnieją. Wszak tyran, lżąc ich z wielkim oburzeniem, sam podnosi świętokradzkie ręce, sam odrywa oblubieńca od łona oblubienicy, pasterza od owczarni. Sam zabija ojca w objęciach córki i syna w matki wnętrznościach. O żałosne, najżałobniejsze śmiertelne widowisko! Świętego bezbożnik, miłosiernego zbrodniarz, biskupa niewinnego najokrutniejszy świętokradca rozszarpuje, poszczególne członki na najdrobniejsze cząstki rozsiekuje, jak gdyby miały ponieść karę
[nawet i] poszczególne cząstki członków. A ja ze zdumienia i z jakowegoś przerażenia całkiem zdrętwiałem, tak iż ledwie pojąć, a cóż dopiero językiem, cóż dopiero piórem wyrazić zdołam, jakże wyrazić potrafię cudowne dzieła na tym świętym przez Zbawiciela zdziałane!
Jedną z najważniejszych kwestii jest sam fakt przydatności tak późnej kroniki do odtwarzania wydarzeń z II połowy wieku XI. Relacja zamieszczona przez Kadłubka dość znacznie różni się od starszej wersji podanej przez Galla. Pomimo tego występuje tu parę uzupełnień, których prawdziwość jest niewątpliwa: podane jest imię biskupa (Stanisław) i stolica w której zasiadał (Kraków). Wskazany również został powód sporu króla z biskupem. Kronikarz podaje następującą kolejność wydarzeń:
  1. Król wraz armią przez długi czas przebywał na zagranicznej wyprawie wojennej (w krajach ruskich).
    Pobyt Polaków na Rusi potwierdza Powieść Minionych Lat (należy jednak zauważyć, iż nie można z poniższej zapiski wnioskować osobistego uczestnictwa króla w wyprawie):

    Roku 6585 [1077]. Poszedł Iziasław z Lachami, Wsiewołod zaś poszedł przeciw niemu. [...] Wsiewołod zaś poszedł przeciw bratu Iziasławowi na Wołyń; i uczynili zgodę, i przyszedłszy, Iziasław siadł w Kijowie, miesiąca lipca 15 dnia. [...]

    W dalszej części latopisu brak informacji co się stało z Lachami. Prawdopodobnie wojska pozostały w Kijowie, by chronić interesy Izasława, co najmniej do roku 1078, kiedy to książę ten zginął w bitwie pod Nieżatynną Niwą. Co ciekawe, śmierć księcia kijowskiego zanotował nawet Rocznik kapituły krakowskiej (1078. Król Rusinów zginął w bitwie), który zazwyczaj nie wspominał podobnych wydarzeń, stąd przypuszczenie, że w bitwie brali udział Polacy. Nie wykluczone jest zatem długotrwałe (ponad roczne) stacjonowanie sił polskich na Rusi Kijowskiej.
  2. Z powodu buntu sług część wojów Bolesława zdezerterowała, by ich ukarać (jak również ukarać niewierne żony).
    Powód ten wydaje się mało realny, przynajmniej jako główne źródło dezercji - bunt ludności zależnej nie został odnotowany przez żadne inne źródło, a kontekst wskazuje ponadto na masową skalę zjawiska. Kronikarz prawdopodobnie próbuje usprawiedliwiać wojów opuszczających Bolesława z innego powodu - długotrwałej wyprawy wojennej. Oddziały polskie pełniły wówczas na Rusi Kijowskiej rolę sił stabilizujących władzę Izasława - taka defensywna taktyka uniemożliwiała zdobywanie łupów i stawiała Polaków w ciągłym zagrożeniu. Wpływało to zapewne na obniżenie morale i wzrost ilości dezercji.
  3. Bolesław powrócił z Rusi i rozpoczął prześladowania i karanie dezerterów, ale także pewnych dostojników z rodzinami (część z nich zginęła skrytobójczo z rozkazu króla).
    Karanie dezerterów wydaje się zupełnie naturalną reakcją, natomiast zarzutem, który kronikarz czyni królowi jest prześladowanie jakichś dostojników i ich rodzin (także skrytobójcze). Przytoczona historia o kobietach, którym odebrano dzieci i przystawiono szczenięta do karmienia nie jest unikatowa. Podobna kaźń opisana została (nawet trzykrotnie) w Kronice Czechów Kosmasa z Pragi:

    Zaprawdę, będzie się działo gorzej od śmierci, małżonki wasze zgwałcą w oczach waszych i na ich łonach dzieci żelazem rozsiekają, a do karmienia dadzą im szczenięta - ponieważ dla zwyciężonych jedyną cnotą jest nic nie wzbraniać zwycięzcom.

    Z kontekstu wywnioskować można, iż przykładanie kobietom szczeniąt do karmienia było karą nie tyle wobec kobiet, co mężczyzn, których rody miały podlegać wygubieniu, eksterminacji. Pohańbienie kobiet nie było samo w sobie celem, lecz jednym z elementów bezwzględnej polityki.
  4. Przeciwko tej brutalnej praktyce wystąpił biskup krakowski, który zagroził zagładą królestwa i wyciągnął przeciw królowi miecz klątwy.
    Biskup bronił prześladowanych rycerzy (i ich rodziny). Być może był proszony o takie wstawiennictwo, być może robił to z własnej inicjatywy, powodowany chrześcijańskimi pobudkami. Nie wydaje się jednak, by stanięcie po stronie prześladowanych, samo w sobie było przyczyną jego śmierci. Króla sprowokowała dopiero klątwa. Notatka o tej treści nie pozwala ustalić, czy biskup rzeczywiście rzucił klątwę na króla, czy tylko groził jej użyciem. Najważniejsze w tym kontekście jest to, iż nałożenie ekskomuniki wiązało się nie tylko z wyłączeniem władcy ze wspólnoty Kościoła, ale również zwalniało jego poddanych z obowiązku zachowania wierności. Gdyby Stanisław rzucił klątwę na Bolesława, to działanie mogłoby zostać odebrane właśnie jako zdrada (o której pisze też Gallus) i następnie ukarane z całą surowością.
  5. Bolesław rozkazuje uprowadzenie biskupa, jednak wobec działania sił nadprzyrodzonych słudzy królewscy nie potrafią wykonać swojego zadania. Wobec tego, król osobiście dokonuje zabójstwa i to podczas mszy św. odprawianej przez Stanisława.
    Fakt osobistego ukarania Stanisława przez króla wydaje się mało prawdopodobny. Całość powyższego przekazu wykazuje dość duże podobieństwo do historii śmierci arcybiskupa Canterbury, Tomasza Becketa, zamordowanego w roku 1170 z rozkazu króla Anglii, Henryka II. Arcybiskup został zabity w katedrze w Canterbury podczas nieszporów. Wobec milczenia źródła starszego (Gallus) na temat szczegółów zabójstwa, należy uznać informacje Kadłubka za mało wiarygodne. Celem kronikarza było zapewne zohydzenie króla i jego czynu. Widoczne są również motywy hagiograficzne, wskazujące na istnienie zalążków kultu zamordowanego biskupa.
  6. Ciało biskupa zostało poćwiartowane.
    Nie sposób ustalić jednak, czy ćwiartowanie było bezpośrednią przyczyną śmierci, czy może było już dokonane na zwłokach. Informacja o ćwiartowaniu nie występuje w relacji Galla (jest tam kara obcięcia członków, a to nie to samo), ale w zasadzie się z nią nie kłóci, gdyż wcześniejsza relacja nie wspomina o losach ciała.
Kronika Polski Wincentego Kadłubka (XII/XIII w.) - zarzuty króla wobec biskupa
Ówże zaś przebiegły [człowiek] tak dalece zrzucił z siebie podejrzenie świętokradztwa, że niektórzy nie tylko nie uważali go za świętokradcę, lecz [widzieli w nim] najczcigodniejszego mściciela świętokradztw. Albowiem to, że w wolności urodzone niewiasty wydane zostały niewolnym na rozpustę, że świętość małżeńskiego związku tak haniebnie została skalana, że zgraja czeladzi sprzysięgła się przeciw panom, że tyle głów na śmierć wystawiono, że wreszcie spiskowaniem królowi zgotowano zagładę - to wszystko zrzucił na świętego biskupa. Orzeka nadto, że w nim jest początek zdrady, korzeń wszelkiego zła; to wszystko, mówi, wypłynęło z tego zgubnego źródła.
Podwójnie bezecny jest ten, kto życie komuś odebrawszy, gdy nie może zabrać duszy, usiłuje zbrukać
[jego dobrą] sławę, a nie mogąc prześladować rzeczywiście, prześladuje go słowami. Opojem nazywa go, nie biskupem, piekarzem, nie pasterzem. Był [mówi] ciemiężcą od ciemiężenia, nie przełożonym, bogacicielem od bogactw, [a] nie biskupem, szpiegiem, [a] nie stróżem, i, na co ze wstydu rumienić się trzeba, z badacza spraw świętych stał się badaczem lędźwi. I popuszczał cugli lubieżności innych dlatego, że wspólnicy tej samej zbrodni nie mają oskarżyciela. I cóż więcej? Całe jego postępowanie było nauką dla wszystkich. "Czegóż więc - rzecze - dopuszczano się, gdy usunięto zakałę królestwa, potwora ojczyzny, zgorszenie dla religii, gdy w rzeczypospolitej zgaszono publiczny pożar?"
  • Kronikarz wymienia fakty opisane już wcześniej, tj. niewierność żon, karanie czeladzi i rycerzy, ale dodaje również informację o spisku na życie króla. Nie ma żadnych dalszych szczegółów związanych z tym pojedynczym wątkiem, a być może jest on właśnie jest najważniejszy. W połączeniu z wcześniejszymi zapisami, ta krótka wzmianka nie odpowiada jednak na pytanie: czy antykrólewski spisek był przyczyną prześladowań rycerstwa czy zawiązał się wskutek owych represji. Kadłubek wyklucza udział w nim biskupa Stanisława, co nie dziwi, gdyż prezentuje on go jako postać niemalże krystaliczną. Być może przewina krakowskiego biskupa polegała na tylko na upominaniu króla, być może także w jakimś stopniu był powiązany (chociażby poprzez pokrewieństwo albo powinowactwo) z przeciwnikami Bolesława. Z pewnością w oczach władcy jego czyn był godny kary.
  • Obecność w kronice powyższych wersów wydaje się zupełnie zaskakująca z perspektywy dzisiejszego czytelnika. Nie istnieje inne wytłumaczenie dla przytoczenia tych zarzutów niż to, że w czasach gdy Wincenty Kadłubek pisał swą kronikę, "w obiegu" były dwie - przeciwstawne - opinie o biskupie Stanisławie. Sam Kadłubek był zwolennikiem i głosicielem świętości zamordowanego, na co wskazują epitety, którymi go obdarza (prześwięty, święty, męczennik), dlatego też złe opinie traktuje wyłącznie jako złośliwe plotki i pomówienia. Ich autorem miał być rzekomo wygnany król - być może w ten właśnie sposób, tj. poprzez powiązanie pomówień z osobą króla-tyrana, kronikarz próbuje osłabić ich ciężar.
list papieża Paschalisa II (I poł XII w.)
Papież Paschalis II upomina w liście pewnego arcybiskupa-metropolitę, któremu przesłał paliusz, iż nie złożył on przysięgi posłuszeństwa Stolicy Apostolskiej. Arcybiskup miał swoje postępowanie wytłumaczyć brakiem aprobaty ze strony króla i rady. W kolejnych słowach papież wytyka adresatowi przekroczenia prawa kościelnego w jego diecezji. Wskazuje m.in., iż poprzedni arcybiskup skazał/potępił/pozbawił godności (łac. damnavit) jednego ze swych sufraganów, ale wbrew regulacjom prawa kanonizacyjnego nie przedstawił sprawy papieżowi:

łac. Nonne predecessor tuus preter Romani pontificis conscientiam damnavit episcopum?
(tłum. Czyż nie twój poprzednik bez wiedzy rzymskiego papieża skazał/potępił/pozbawił godności biskupa?)
W starszej literaturze historycznej przyjęła się opinia, iż list ten skierowany był to arcybiskupa polskiego, a dokładnie do Marcina. Jego poprzednikiem był Bogumił, który miał brać udział w wydaniu wyroku (śmierci) na biskupa Stanisława. Dowodem na to miał być fragment nagłówka listu o treści archiepiscopo Poloniensi (albo Polonorum - w zależności od wersji odpisu - list nie zachował się w oryginale), wskazujący, iż adresatem był arcybiskup Polski (czyli gnieźnieński). Zgodnie zatem z treścią listu czyn króla miał być dokonany przy akceptacji najwyższych krajowych władz kościelnych (chociaż bez akceptacji Stolicy Apostolskiej).

Dzięki badaniom m.in. prof. Mariana Plezi powyższe tezy zostały zakwestionowane i powinny zostać zarzucone:
  1. W innym XII-wiecznym odpisie listu papieskiego (zawartym w dziele z lat 1187-91) zamiast nagłówka archiepiscopo Poloniensi występuje archiepiscopo Coloniensi (abp koloński), Panormitanus albo Toletanus. Wprawdzie jest to odpis nieco późniejszy (wersja z abpem polskim powstała przed rokiem 1178), jednak wobec pewnego oddalenia czasowego obydwu odpisów od czasów pontyfikatu papieża Paschalisa II (1099-1118) nie sposób ustalić, która jest zgodna, albo chociaż bliższa oryginałowi.
  2. W praktyce redagowania pism przez kancelarię papieską nie posługiwano się wyróżnikiem "narodowym", tylko "geograficznym". Nie znane są inne listy papieskie z owych czasów, których adresatem byłby arcybiskup Polski, arcybiskup Węgier itp. Biskupi i arcybiskupi rozróżniani byli poprzez wskazanie siedziby diecezji: są zatem adresatami biskupi krakowscy, wrocławscy itd.
  3. Historycy węgierscy dowodzą, iż list adresowany był do Pawła, arcybiskupa w Kalocsa. Miał się on odnosić do sytuacji wewnętrznej na Węgrzech przed rokiem 1106 (wówczas to na synodzie w Guastalla papież Paschalis II uznał panowanie Kolomana, króla Węgier w Chorwacji, w zamian za rezygnację przez tego władcę z prawa inwestytury). Dowodem na związek listu ze sprawami węgierskimi, jest odwołanie w jego treści do osoby króla Węgier:

    łac. Numquid Hungarico principi dictum est: Et tu conversus confirma fratres tuos?
    (tłum. Czyż to do pierwszego spośród Węgrów powiedziano: a ty nawróciwszy się utwierdzaj braci twoich?)

    Nawiązywanie do osoby władcy Węgier w liście adresowanym do arcybiskupa gnieźnieńskiego wydaje się zupełnie bezzasadne. Przyjęcie jako adresata pisma arcybiskupa z Kalocsa - archiepiscopo Colociensi - wyjaśnia również skąd w części odpisów pojawia się adresat archiepiscopo Poloniensi, tudzież Coloniensi.
  4. Użyty w liście termin damnavit jest mało precyzyjny. Oznacza zarówno skazanie, potępienie jak i pozbawienie godności (urzędu). Dla dawnych badaczy sprawy biskupa Stanisława wartość miało wyłącznie tłumaczenie najbardziej "stanowcze". Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, iż wyraz ten pojawia się w prawie kanonicznym i tam oznacza pozbawienie urzędu (na mocy wyroku). Nie można zatem na podstawie tego jednego słowa ustalić jaki los spotkał ukaranego biskupa.
źródła:literatura:
POCZET.COM (treść i kod strony) jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych 3.0 Polska.
Serwis wpisany został do rejestru dzienników i czasopism prowadzonego przez Sąd Okręgowy w Katowicach pod poz. Pr 2428.
partnerzy: ApisVideoŻegluga śródlądowaWydawnictwo AVALON
do góry